Ale to już było…

Autor: Agata Murawska

i nie wróci więcej…tak chciałoby się powiedzieć cytując słowa piosenki Maryli Rodowicz: Ale to już było…
A ja mam nadzieję, że wróci, że jeszcze kiedyś będę mogła odwiedzić, zobaczyć, poczuć i posmakować Toskanię, miejsce które najpierw zauroczyło mnie w książkach, a teraz naprawdę, tak po prostu…
Tak niedawno nie miałam pojęcia gdzie spędzę urlop, gdzie mnie los poniesie, nawet przez myśl mi nie przyszło, że może to być Toskania…
W poście o planowaniu urlopu pisałam, że urlop to czas, który pozwoli nam przywieźć nie tylko opaleniznę, ale i nowe decyzje, inne nastawienie do życia, nowe nawyki, nowe smaki, może nowe znajomości….
I tak też się stało, mój wyjazd to jedna wielka przygoda, poczynając od decyzji podjętej w ciągu pięciu minut…, tak tak, w ciągu pięciu minut, poprzez ogromne zaskoczenie, że były jeszcze w ogóle wolne miejsca …, czy to nie przypadek, czyż nie tak miało być?
A muszę dodać, że Toskania to marzenie mojego życia, to wymarzona podróż…
I tak, pełna nadziei i obaw oczywiście, wyruszyłam ze swoją rodzinką w …nieznane, dosłownie i w przenośni, bo osoby z którymi wyruszyliśmy były mi zupełnie obce, bo miejsce w którym mieliśmy przebywać znałam tylko z krótkiego opisu, bo daleko, dwa dni podróży samochodem, aby tylko szczęśliwie dojechać, aby  dzieci nie marudziły itd.
Wszystkie obawy okazały się niepotrzebne…Toskania zauroczyła mnie w każdym calu, ludzie  z którymi pojechaliśmy to fantastyczne, bardzo  ciekawe osoby o niezwykłych cechach osobowych i pięknych talentach, to ludzie pełni pasji obdarzeni pozytywną energią, to oni pokazali nam Włochy, Toskanię od tej najlepszej strony, w niewymuszony sposób narzucili rytm, który pozwolił nam odpocząć, a  jednocześnie zobaczyć we Włoszech to co ważne, to co piękne i niepowtarzalne…
Miejsce w którym przebywaliśmy okazało się być przepiękną zabytkową obwarowaną osadą z XII wieku, położoną na zboczu niewielkiej doliny, w odległości zaledwie 15 km od Florencji. Dom z wieżami i różnymi budynkami wiejskich gospodarstw, odremontowanych i wyposażonych w typowo toskańskim stylu zrobił na mnie ogromne wrażenie  i oddał całkowicie ich klimat. Wokół gaje oliwne, winorośle oblepione kiściami winogron, piękne widoki, kwiaty, lawenda oczywiście, soczyste, ogromne pomidory, morele rosnące na drzewach, króliki biegające po całej posiadłości,…i wiele innych wspaniałych rzeczy o których mogłabym pisać bez końca. 

 

 

 

 

 

 

 

Chyba już na zawsze zostaną w mej pamięci poranki przy kawie w przemiłym towarzystwie, w otoczeniu pięknych widoków, w miejscu wręcz do tego stworzonym.

 

To tu, właśnie na tym wyjeździe poznałam smak prawdziwej włoskiej kawy, zarówno espresso o gęstej orzechowobrązowej piance podawanej w małej filiżance wypełnionej tylko do połowy, albo nawet i nie…,

 

oraz kawy zaparzanej w kafetierce. Jest łagodna, dzięki odpowiedniemu sposobowi  sporządzenia można wydobyć z niej cały jej aromat, jest niezwykle aromatyczna i po prostu pyszna. Myślę, że raczej nie szybko napiję się już kawy rozpuszczalnej…

 

Sposób w jaki Włosi potrafią tę kawę podać jest wręcz urzekający,

 

dlatego nie mogłam powstrzymać się przed zakupem filiżaneczek, choć trochę przypominających te, w których dostaliśmy kawę w jednej z prawdziwych włoskich miejscowych Trattorii, lokalu z prawdziwym włoskim klimatem.

 

Jedzenie i atmosfera sprawiły, że z rozrzewnieniem wspominam smak i klimat tam panujący.

 

Piękne wnętrza, których styl jest głęboko powiązany z ziemią, inspirowany tym co naturalne. Proste domy z piaskowców, pokruszone zębem czasu kamienne ściany, kute, żelazne elementy i surowe drewniane meble. Urok tego stylu to prostota.

 

 

 

 

 

W Toskańskich wzgórzach kryje się wielka tradycja sztuki. Po krainie Toskanii rozsiane są średniowieczne piękne miasteczka w których ma się wrażenie, że czas się zatrzymał. Jak np. Cortona, (jeśli ktoś z Was czytał książkę „Pod Słońcem Toskanii” to zna te okolice i ich urok)  przepiękna, malownicza miejscowość z niesamowitymi, zapierającymi dech w piersiach widokami. Wąskie, kręte uliczki,

 

 

charakterystyczna zabudowa i przepiękne widoki,

 

 

 

klimatyczne miejsca,

 

wszechobecne vespy, inne motocykle i stare  rowery zostawione po prostu wszędzie, czasami przypięte, a czasami i nie…

 

 

 

najlepsze i chyba największe lody pod słońcem,

 

przepiękne obrazy,

 

koty,

 

 

to wszystko to znaki szczególne dla Toskanii.
Niezwykle spodobały mi się  skuterki vespy. Tworzą one swego rodzaju klimat, świetnie wpasowują się w uliczki, bardzo wąskie, zatłoczone, często strome.
Na pamiątkę przywiozłam sobie miniaturkę takiej vespy, śliczna prawda?

 

 

 

i już znalazła swoje miejsce w moim domu, obok trabanta przywiezionego przez moją córkę z Berlina.
Oprócz Cortony miałam możliwość zobaczyć Florencję, a szczególnie Kopułę Brunoleschiego – katedrę Santa Maria,

 

oraz słynny most na Via Por Santa Maria na którym rzemieślnicy sprzedawali swoje towary od XIII w, a teraz można tam podziwiać ( a nawet kupić…) biżuterię ze złota i nie tylko, często baaardzo drogą.

 

 

 

 

Ponadto ogromne ilości słodyczy i lodów zawsze skuszą na małe co nie co.

 

 

 

Również we Florencji znajduje się najelegantsza ulica miasta wypełniona szykownymi sklepami ze znanymi markami jak np. Giorgia Armaniego, Valentino, Prady, Gucci itp.

 

Widziałam również Krzywą Wieżę, baptysterium, i Componsanto  w Pizie , naprawdę kompleks tych ogromnych  budynków robi wrażenie.

 

Ponadto przepiękna, nadmorska miejscowość w okolicach Pizy – Marina di Pisa sprawiła, że moje oczy wprost nie mogły oderwać się od przepięknych widoków, od błękitu nieba i morza …

 

 

I choć spędziliśmy tam tylko kilka godzin to na długo je zapamiętam.
Będąc we Włoszech, a szczególnie w Toskanii, w takim miejscu jak my byliśmy, nie można nie wspomnieć o winie…

 

 

jak już pisałam wcześniej posiadłość otoczona jest winnicami będącymi własnością farmy i można było zakupić tam wino z własnej uprawy,
podobnie jak oliwę z oliwek, która powstaje w tradycyjnej wytłaczarni oleju.

 

 

Dodatkową atrakcją, a zarazem miejscem gdzie można było się zrelaksować i schłodzić był basen….

 

 

jednakże nie tak często przez nas nawiedzany, ze względu na…pogodę, chyba jedyną rzecz która mnie tu bardzo zaskoczyła, ponieważ byłam nastawiona na niesamowite upały, a tymczasem upały przeniosły się do Polski, nas oszczędziły. Pogoda była, można by rzec różnorodna, od gradu poczynając

 

 

po zachmurzone niebo  z  przemieszczającą się mgłą,

 

 

po piękne słoneczko, przed którym można było się schronić w cieniu drzew.
Tak więc, mam ogromną nadzieję, że mój pobyt w Toskanii nie skończy się na stwierdzeniu: …ale to już było, i nie wróci więcej, tylko będę miała jeszcze kiedyś możliwość go powtórzyć, a na razie cały czas mam co wspominać i skutecznie przypominają mi o tym zdjęcia, których zrobiłam ponad 1 000…
A oto nasza żeńska część rodzinki, jedyny mężczyzna sprytnie wywinął się  z sesji zdjęciowej…

 

Długi ten post był, wybaczcie, ale z pewnością wiecie, że takich podróży i takich wrażeń nie da się skrócić do kilku zdań i kilku zdjęć, a nie chciałam już dzielić go na kilka razy, bo pomysłów i inspiracji na nowe posty mam całe mnóstwo…
Tak więc do następnego miłego poczytania, ale już nie w klimatach toskańskich….

 

Dołącz do dyskusji


21

Luty

Łazienka…moje małe SPA

W rytmach spokojnej relaksującej muzyki zapraszam Was zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią do mojej nowej/starej łazienki…mojego domowego SPA:) Kocham naturę…mówiłam już ...

02

Styczeń

W Nowym Roku…

…życzę sobie i Wam Moi Drodzy tego co najlepsze dla każdego z nas… Nigdy nie wiemy co nam dany rok ...