Na zdrowie…

Autor: Agata Murawska

Minął kolejny długi weekend, praktycznie można powiedzieć że część osób już o nim zapomniała. Codzienność, obowiązki, praca…szybko wraca się do rutyny. 
Niemniej kilka dni wolnych ( tak, tak wiem…nie dla wszystkich oczywiście) pozwoliło nam oderwać się, zapomnieć, odpocząć choć na chwilę, spędzić czas inaczej, może dłużej pospać, może poleniuchować po prostu, a może nadrobić domowe zaległości…
Każdy inaczej, każdy po swojemu.
U mnie miało być morze, mój ukochany Nowęcin, o którym miałam okazję pisać już TUTAJ i TUTAJ.
Torby były już spakowane, rowery na bagażniku…

a wyszło inaczej…zostaliśmy w domu, tak miało być !!!
Ale nic nie szkodzi. Wszystko w życiu jest po coś, już nie raz przekonałam się, że plany planami, a życie kroczy po swojemu. I odkąd przyjmuję każde wydarzenie, wszystko co się dzieje w moim życiu   ze spokojem i z pokorą, odtąd jest mi po prostu dobrze. Staram się w każdej sytuacji znaleźć pozytywy i cieszyć się tym co jest.
Tak więc weekend wykorzystałam na prace w ogrodzie ( już wkrótce pokażę jak mój ogród rozkwitł, jak w nim pięknie i kolorowo), a także na gotowanie, spokojne, niespieszne i zdrowe. 
Śniadania, obiady i kolacje były celebrowane, przygotowane z miłością i tak jak lubię, po prostu pięknie i zdrowo …

 Od jakiegoś czasu staram się do większości posiłków dodawać zdrowe ekologiczne oleje, jak te widoczne wyżej, olej konopny, olej z ostropestu, olej z czarnuszki, w które zaopatruję się na stronie LOKALNEGO ROLNIKA
O ich właściwościach i ogromnych zaletach można poczytać również na tej stronie. Do tego używam nasion ostropestu który ma niezwykle dobroczynny wpływ na działanie wątroby…

Oczywiście upieczony aromatyczny chrupiący chlebek…

to kwintesencja  każdego dania:)))

Ogromna ilość warzyw, praktycznie do wszystkich posiłków, to już u mnie norma i obowiązek, a szczególnie teraz kiedy miejski rynek zaczęłam znowu regularnie odwiedzać…
Wszytko okraszone ziołami z ogródka i moją sprawdzoną marynatą, która składa się z oliwy z oliwek z soli, pieprzu, ziół prowansalskich, oczywiście z dodatkiem zmiażdżonego czosnku. 
Warzywa które postoją kilka godzin w takiej marynacie są niezwykle kruche smaczne i aromatyczne…

Taki grill, takie smaki i zapachy mogą tylko  wywoływać przyjemne uczucia, 

Czerwiec to oczywiście czas truskawek, dla mnie owoców wyjątkowych nie tylko ze względu na ich smak ale też różnorodność zastosowania…

Z każdego wyjazdu w tych dniach, który wcale nie był związany z wypoczynkiem, a raczej z „załatwianiem spraw” coś przywiozłam, coś upichciłam, jak np. rabarbar, z którego powstał dżem z dodatkiem truskawek …pyszny !!!

 Już wypróbowałam, palce lizać:)))

Dodatek domowych poziomek oraz niecierpków zerwanych z rana w ogrodzie  nadał temu zwykłemu daniu niezwykłego charakteru i smaku…

Udało nam się jednego dnia zapakować jednak rowery i wyjechać…niedaleko, w miejsce co roku odwiedzane…

na razie pokrzywami i szczawiem zarośnięte…
(oj ile pracy nas czeka…ale nie tym razem)

niemniej swoje, znane i lubiane…
Nie tylko nakarmiłam oczy i duszę spokojem, ciszą i taką zwykłą zwyczajnością, ale wykorzystałam dary natury w postaci właśnie pokrzywy i szczawiu dziko rosnącego do sporządzenia zdrowych i smacznych posiłków. I tak powstała zupa szczawiowo pokrzywowa z dużą ilością warzyw z miejskiego targu i wiejskich jajek, które też w te dni udało mi się zdobyć…

oraz prawdziwy mocny napar z pokrzywy…

Tak więc, mimo, że zupełnie inaczej niż planowałam, to czas ten spędziłam miło, spokojnie i zdrowo…
Miała być porcja zdjęć nadmorskich, klimatu i atmosfery zupełnie innej, a jest porcja fotek kulinarnych pełnych koloru, smaku i zdrowia:)))
Cudownie jest dostrzegać we wszystkim co nas w życiu spotyka pozytywnych tego stron. To nie tylko ułatwia życie, ale sprawia że jest ono coraz piękniejsze, a także, a może przede wszystkim pozwala żyć w zgodzie ze sobą, pozwala czuć, że decyzje które podejmujemy, nawet w ostatniej chwili są decyzjami właściwymi i mającymi wpływ na ogólne dobro…
Jest takie przysłowie…co się odwlecze to nie uciecze…

Mam nadzieję, że tymi fotkami przekonałam Was o tym, że zachęciłam nie tylko do większej aktywności w kuchni, ale do postrzegania życia pięknym takie jakie jest, bez naprawiania go na siłę, tylko raczej do zmian w sobie…

Tym, trochę filozoficznym akcentem żegnam się dziś z Wami, zapraszam na kolejną kolorową dawkę z dni które spędziłam nie tak jak miałam w planach, dziękuję za wszystkie zostawione komentarze, odwiedziny Wasze i za to że jesteście:)))

Dołącz do dyskusji


25

Czerwiec

Książki…niby o jedzeniu, a tak jakby o życiu….

Swoją pierwszą książkę kucharską dostałam dawno temu………od mamy ona chyba była…po to, aby zgłębiać techniki gotowania, aby uczyć się czegoś ...

13

Czerwiec

Smaki….

…….towarzyszą mi od zawsze:)  Lubię jeść, lubię przygotowywać posiłki, komponować ich smaki, pięknie podawać do stołu. Lubię dbać o to, ...